wtorek, 16 grudnia 2014

Glam Glow

Maseczki Glam Glow poznałam już jakiś czas temu, a przy okazji sporej promocji w Douglasie, skusiłam się na zakup. Produkty te są drogie, jednak warte wydanych na nie pieniędzy.

Moja twarz ma mnóstwo zaskórników, rozszerzonych porów, zawsze jest na niej jakiś mniejszy lub większy pryszcz. Przetłuszcza się w strefie T, i przesusza na policzkach. Generalnie nie jest szczególnie wrażliwa, potrzebuje raz na jakiś czas mocnego peelingu i porządnej maski nawilżającej.

Glam Glow robi na mojej twarzy coś niesamowitego. Idealnie peelinguje, rozświetla, sprawia, że buzia od razu lepiej wygląda, lepiej się na niej trzyma tapeta i na niedoskonałości działa jak odkurzacz. Dziwne, ale to prawda.

Z racji tego, że w produkcie są mocne drobiny peelingujące, robię go maxymalnie raz w tygodniu. Według mojej opinii jest wydajny ( nakładam odrobinę, robię peeling, dokładam troszkę maseczki i zostawiam na kilkanaście minut)

Koszt w Douglasie i Sephorze to 199zł za maseczke, ja swoją kupiłam za niecałe 130zł. Często można trafić na promocję w stylu 'kup maseczkę a 15ml miniaturę dostaniesz w prezencie', gdy skorzystamy z kodu 20%, który często bywa w D i S, cena jest do przeżycia.

Bardzo ale to bardzo polecam. W mojej na szczęście jeszcze połowa jest, także nie muszę polować.

Na plus - przepiękne, ciężkie opakowanie.
Na minus - właściwie tylko jego cena.

Dodam jeszcze, że po nałożeniu maseczki, czujemy takie delikatne mrowienie, lubię jak po nałożeniu czegoś oczyszczającego czuję cokolwiek, tłumaczę sobie później, że skoro czuję TO DZIAŁA :D