środa, 16 stycznia 2013

Guerlain 4 seasons

Kolejny kosmetyk, który okazał się hitem i na długo zagości w mojej kosmetyczce.
Mowa o pudrze brązującym Guerlain - 4 seasons. Posiadam wersję dla brunetek i dla blondynek, z obu jestem bardzo zadowolona, jednak wersja dla brunetek jest bardziej brązowa, w blondynkowej wersji, mogą wybijać pomarańczowe tony, co nie każdemu będzie służyć. Pudry są matowe, nie mają w ogóle drobinek rozświetlających, co daje bardzo naturalny efekt opalenizny!
Bronzer jest do kupienia właściwie wszędzie gdzie mają kolorówkę Guerlain, jedyny minus to cena - dość zaporowa - bo 289zł, jednak produkt jest bardzo, bardzo wydajny. Mam go już z 2 lata a końca nie widać, a maluję się nim często;) Długo był moim jedynym bronzerem.

Producent opisuje puder, jako pierwszy który został wzbogacony partykułami czystego złota, którego odcień można z łatwością dostosować do zmiennych pór roku! Z tym się zgadzam, bo latem używam ciemniejszych odcieni, zimą tego jasnego z lewego górnego rogu.
Harmonia 4 odcieni, jednocześnie matowych i promiennych, ułatwiająca łączenie poszczególnych kolorów i aplikacje warstwową.
Miękka, niemal kremowa formuła stworzona w oparciu o pudry mineralne, biały talk i jedwabistą mikę, rozświetla skórę drobinkami czystego złota tworząc magiczną iluzję promiennej opalenizny.
2 harmonie:
- 01 Blondes: 4 karmelowe odcienie ożywione kroplą różu. ( śmiało również można powiedzieć, że pomarańczu)
- 02 Brunettes: 4 karmelowe odcienie wyciszone akcentami beżu.

 Po lewej wersja dla blondynek, po prawej wersja dla brunetek ;)





Bardzo polecam ten puder, najbardziej lubię w nim to, że dzięki niemu potrafię zrobić bardzo naturalny makijaż. Puder nie znika z buzi, łatwo się go nakłada, jest bardzo napigmentowany, wystarczy tylko raz przejechać pędzlem, żeby otrzymać odpowiednią ilość produktu. Puderniczka jest bardzo solidna, dosyć ciężka, zamknięcie ma na magnes, dostajemy do niego również welurowy pokrowiec, chroniący puderniczkę przed porysowaniem czy zakurzeniem.